poniedziałek, 22 kwietnia 2013

I don't want anything!

Moje ostatnie dni są do czterech liter. Chodzę ubrana na czarno, byle nikt mnie nie zauważył. Unikam "ładnych" dobrze ubranych dziewczyn, nie chcę się dołować. Prawdę mówiąc to nie mi się nie chce. Nie przepraszam, chce mi się wyć. Strasznie, głośno z rozpaczą. Chcę już być chuda. Wiedziałam, że będzie ciężka, ale że aż tak. Kochane, nie wyrabiam. Nie mam siły. Najchętniej ubrałabym na siebie worek pokutny i położyła się do łóżka. Ale uważam, że i tak największą ulgę przyniosłoby wypłakanie się komuś. Ale komu, ścianie?
Pozdrawiam. Trzymajcie się i dążcie do swoich postanowień, bo to one dają największą satysfakcję w życiu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz