środa, 20 marca 2013

A tak dobrze szło...

Było fantastycznie. Dieta, ćwiczenia... aż do wczoraj. Powiem tylko jedno słowo: napad. Ale i dziś jest dzień, i można zacząć wszystko od nowa. Optymizm to podstawa. Choć w głębi duszy jestem na siebie wściekła. I to mega. W sobotę idę do galerii. Wiecie, duże zakupy. Takie, jakie lubię najbardziej. Nie będę ukrywać, że bardzo się ich boję. Tym bardziej, że wczorajszy dzień to klapa i kompromitacja. Boję się przymierzać spodnie, boję się wziąć rozmiaru 38 spodni. Obawiam się mojej reakcji na własne ciało w sklepowym lustrze.
Ale trzeba w siebie wierzyć i wszystko pójdzie po naszej myśli.
Postaram się Wam napisać o moich dozwolonych produktach w diecie oraz o tym, jak skutecznie zapominam o jedzeniu. Buziaki. Trzymajcie się cieplutko i chudziutko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz