wtorek, 20 listopada 2012

Kolejny dzień walki.

Tak, walczę... Sama z sobą. Nie zawsze mi to wychodzi, ale gdy nie uda mi się , dostaję w kość. Od wagi, przyciasnych spodni a co najważniejsze a zarazem najboleśniejsze, od własnego sumienia. To co, za każdym razem sobie powtarzam: dzisiaj ostatni raz, kiedy jem do momentu, kiedy zacznę wymiotować. Ale czy to pomaga? Oczywiście, że nie. Nic już nie pomaga thinspirations, obietnice... Senes już na mnie nie działa. Nie mogę zaparzyć 10  torebek na raz, bo chodzę do szkoły. Robiłam tak wcześniej, ale tylko w weekendy.
Oto mój jadłospis na wtorek. Na początek dnia standardowo kawa z mlekiem. Około godziny 14 zjem warzywa, a później, gdy głód będzie doskwierał czuwać będę marchewki.
Pozdrawiam Was Chudziutko. Trzymam kciuki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz